Dorośli nie mają czasu. Dorośli wstają wcześnie rano, pracują, robią nadgodziny, po pracy (jakże magiczny zwrot!) lecą na zakupy, pospiesznie zjadają odgrzany obiad, by potem usiłować zająć się sobą - pobyć z bliskimi, poczytać, posprzątać. I nagle okazuje się, że mimo zmiany czasu błyskawicznie robi się ciemno, a człowiek podejrzanie szybko robi się senny i zrezygnowany o podejrzanie wczesnej godzinie po prostu idzie spać...
To jest
ten moment, kiedy oswajamy dorosłość, chyba zaczynamy ją akceptować, a co niesamowite - utożsamiać się z nią! Coraz mniej w naszym życiu poszukiwań, prób, rezygnacji i zmian. To, co robimy ma wartość, sens i znaczenie. Widzimy to my, ale co najważniejsze - widzą to też inni. Zaczynamy być kimś. Dorosłym kimś. I chyba nam się to podoba.
I to jest
ten moment, w którym coraz więcej pojawia się zwrotów "To już nie ma sensu", "Nudzi mnie to", "To mnie już niczego nie nauczy". Nie chwytamy się rozpaczliwie każdego pomysłu na życie, dojrzewamy do zmian.
To jest ten moment, w którym trzeba podjąć pewne decyzje, zweryfikować swoją dorosłość. Wyselekcjonować to, co najciekawsze, wybrać to, co najważniejsze i najbardziej wartościowe. I to nie jest kolejny nasz wymysł, kaprys, wybryk. Nie, to już dojrzałe, świadome decyzje. Dorosłe.
Bo jesteśmy dorośli, a nasz czas jest cenny nie tylko dla nas, ale też dla innych. A może najwyższa pora w życiu zwolnić? A może najwyższa pora szanować samych siebie i wycofać się z twarzą, udowodnić swoją wartość? A może najwyższa pora zrobić w tym wszystkim coś dla siebie, przestać się "sprzedawać za darmo"?
A co z naszym buntem? Gdzie nasz pomysł zbawienia świata? Naprawdę go już nie ma? Naprawdę zanika? Naprawdę jest typowy dla młodych?
On jest. Inny, ale jest. Zmodyfikowany, mniej utopijny, bardziej mikro niż makro. I może przez to realniejszy? Może przez to w ogóle realny? Może właśnie zrozumienie tego, to
ten moment?
Agent Booth ma kolorową sprzączkę przy pasku do spodni, P. uparcie na dzwonku Barbarę Streisand, ze służbówki S. uśmiecha się jego córka, a Ancky bez skrupułów nosi na ręce świecący w ciemności zegarek. A Wy czym się buntujecie?
Napisałam to wszystko o wiele ładniej, wymowniej wczoraj wieczorem, ale zanim zapisałam, na chwilę się położyłam i po chwili zasnęłam. To takie dorosłe być zmęczonym...
Dedykuję tę notkę Wam, moi drodzy, bo dzięki Wam
ten moment jest mniej bolesny. To takie pokrzepiające, że inni przez to też przechodzą, też mają takie refleksje. Niesamowite uczucie Was mieć.
Takiego B., który w takie wieczory jak wczorajszy z pobłażliwością wyłącza komputer, odłącza już dawno naładowany telefon i z wyrozumiałym uśmiechem mówi "Dobranoc", taką L. z jej pizzą i naszymi niesamowitymi rozmowami i P. z kawą między pociągami i próbą patrzenia na wszystko ze strony innych. Jesteście fantastyczni.
You can run but you can't hide
Because no one here gets out alive
Find a friend on whom you can rely
Julien, you're being taken for a ride
I ten B....
PS. Chyba mam szczęście do tej literki!